Dzień 3
piątek, 19 listopada 2010
Pogoda zaskoczyła wszystkich. Tak bardzo, że nawet zrezygnowano z codziennej odprawy. Pierwsze cumulusy zaczęły się pojawiać już w momencie naszego przyjazdu na lotnisko, czyli o g. 8.
Naprędce zaczęliśmy wykładać sobie trasę. Po krótkiej naradzie z tubylcami, a do takich zaliczam również kolegów z Niemiec, Klausa i Hansa, którzy niezmiennie od kilku już sezonów spędzają w Gariep równo 3 miesiące, postanowiliśmy wyłożyć trasę w kształcie trójkąta o długości 1022 km. Punkt odlotowy oddalony o 14 km na północ od lotniska, następnie Bethulie 50 km na wschód, punkt wirtualny G117 na NW oddalony 330 km od lotniska oraz Carnavron 330 km na W. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jak na nasz pierwszy dzień lotny to ambitne zadanie, ale z drugiej strony jeśli na prawdę warunki dopiszą to szkoda by było tego nie wykorzystać.
Po zadeklarowaniu zadania w pośpiechu zaciągnęliśmy się na pas 33 i stanęliśmy w kolejce do startu. Nasza kolejność dawała nam szansę na start około godziny 10, co oznaczało odejście na trasę ok. 10:30. Startujemy w kolejności: Zdziś Bednarczuk na KO, Marek Szumski (HD), Boguś Nowacki (BN). Pomimo widocznych zalążków cumulusów nad lotniskiem trudno było znaleźć zdecydowane wznoszenia. Było turbulentnie i nisko do ok. 1 000 m nad teren. Walczymy dłuższy czas w parterze, aż w końcu podejmujemy decyzję o odejściu na trasę. Już wiemy, że szanse na oblecenie zadeklarowanego zadania mamy mizerne. Wszak mamy do dyspozycji niecałe 8 godzin na oblecenie trasy. Oznacza to, że musimy mieć średnią prędkość 127 km/h, co przy podstawie 1200 - 1500 m nad teren jest trudne do osiągnięcia.
Zaliczyliśmy pierwszy PZ, zwracamy się na północny zachód, podstawa nadal jest niska, brak szlaków uniemożliwia szybkie przesuwanie się do przodu przy wietrze wiejącym z prędkością 20 km/h w "nos". Po pokonaniu około 200 km podstawa podniosła się do 2 000 m, wznoszenia nasiliły się do ok 2 m/s i dzięki temu nasza prędkość też wzrosła. Jesteśmy 330 km od domu. Do oblecenia trasy mamy do przelecenia jeszcze ponad 600 km. Zerkam na zegarek. Aby ukończyć zadanie, powinniśmy zaliczyć drugi PZ najpóźniej o godzinie 14:30. Niestety brakuje nam 20 minut. Podejmujemy decyzję o skróceniu trasy. Musimy zakończyć nasz lot przed zachodem słońca, który wypada o 19:53. Lot szybowcem po zachodzie słońca jest nielegalny w RPA.
Drugi PZ i rozdzielamy się. Zdziś postanowił lecieć prosto do Gariep, ja trochę wydłużyłem lot w kierunku De Aar, gdzie znajduje się lotnisko wojskowe oraz znany ośrodek paralotniarzy. Po drodze nabieram wysokość 2 800 m w ponad dwumetrowym kominie i szybko mknę do przodu. Przezroczystość powietrza sprawia, że z odległości ponad 100 km dobrze widzę jezioro położone przy naszym lotnisku. Mam jeszcze zapas czasu, więc wydłużam jeszcze trochę lot i ląduję 10 minut przez zachodem. Ja obleciałem wielobok z 3PZ o długości 821 km (w/g OLC 875 km), Zdzisław 750 km, co dało na niezłą pozycję na tle innych. Jak na pierwszy lot, to całkiem nieźle. Pakujemy szybowce do hangaru już po ciemku. Jeszcze trzeba zatankować i posprawdzać wszystko, żeby być gotowym na drugi dzień, zjeść kolację, wrzucić lot na OLC i napisać coś na bloga...I tak co dziennie. Teraz już wiecie dlaczego tak długo nie pisałem ;-)
PS
W galerii są nowe zdjęcia.