Bezchmurnie, więc do Boszkowa
środa, 8 grudnia 2010
Jest wtorek, ósmy grudnia. Po pięciu dniach nielatania z powodu słabych warunków wreszcie pojawiła się realna szansa na wzbicie się w powietrze. Pogoda w ostatnich pięciu dniach była zdominowana przez napływ chłodnej masy powietrza antarktycznego z południa, która skutecznie tłumiła termikę. Ten typ pogody charakteryzuje się tutaj całkowitym brakiem zachmurzenia, temperaturą ok. 20 - 25 stopni oraz wiatrem z kierunku południowego z odchyłką wschodnią. Żartujemy, że podobnie jak w Lesznie, jak wieje z południa, to lepiej jechać do Boszkowa (nad jezioro). Tak też zrobiliśmy. Wprawdzie nie pojechaliśmy nad jezioro, ale włóczyliśmy się po okolicy, żeby jakoś zabić czas.
Najbliższa cywilizacja mieści się w Colesberg. Miasteczku oddalonym o około 35 kilometrów od Gariep.
Colesberg jest idealnym punktem przystankowym w czasie podróży z Kapsztadu do Johannesburga, położony jest przy głównej drodze krajowej (N1) w połowie drogi pomiędzy tymi dwoma największymi miastami. Dziewicza, zapierająca dech w piersiach sceneria tego półpustynnego regionu Południowej Afryki przyciąga w sezonie wielu turystów nie tylko z RPA. Bezchmurna pogoda ostatnich pięciu dni zmęczyła nas wszystkich na tyle, że z wielką ochotą pojechaliśmy na lotnisko w nadziei na poszybowanie, choć prognoza nie była nadzwyczajna. Tego dnia zakończyłem przelot z bagażem 882 km według OLC. Najlepszy w tym dniu okazał się Holender na Nimbusie 4DM, oblatując zadeklarowany docel - powrót 800 km ze średnią prędkością 117 km/h.