Przejdź do treści

07.01.2011

piątek, 7 stycznia 2011

07.01.2011 — zdjęcie z wpisu z 7 stycznia 2011

Dziś z Markiem bardzo ambitnie zadeklarowaliśmy 1000 km. Na starcie byliśmy już około godziny 9:15. O 10 jako pierwsi wystartowaliśmy (pozostali piloci dopiero, powoli ciągnęli się na start). Okazało się, że mimo wczesnej pory i bardzo słabo wyglądających chmur można całkiem dobrze lecieć na trasę. Podstawa około 1200 metrów, ale chmur coraz więcej i dające dobre noszenia.

Do pierwszego punktu (ok 140 km na wschód) wszystko szło dobrze. Mimo wczesnego stadium rozwoju termiki, udało nam się wykręcić ok. 106 km/h do punktu. Pojawiła się więc szansa, że nierealnie ambitna trasa może się udać - dalej powinno być przecież coraz lepiej.

Niestety na drugim boku, gdzie lecieliśmy na północny zachód (odcinek ponad 400 km) chmury mimo, że ładnie wyglądały bardzo kiepsko nosiły. W efekcie w połowie boku Marek musiał odpalić silnik. Strata czasowa i kiepskie perspektywy na poprawę pogody pogrzebały szanse na długi przelot. Po zastanowieniu zauważyliśmy, że mimo że chmury są ładne, teren w tamtym rejonie był niesamowicie zielony. To efekt wielu dni opadów - ziemia przyjęła mnóstwo wody co teraz dla roślinności skutkuje wspaniałym rozkwitem, ale niestety dla szybowników powoduje powstawanie słabych, rozpadających się chmur.

Ostatecznie wg OLC obleciałem dziś 680 km. Szybowiec klasy 18-metrowej, na którym zbieram nowe, lotnicze doświadczenia (ASH 26E), wielokrotnie pozytywnie zaskakiwał mnie tym, że mogę lecieć dalej niż mi się wydaje. Gdy jedna chmura nie zabiera, jest jeszcze szansa, czas i wysokość żeby polecieć do kolejnej.

Na jutro znów ambitne plany. Chcemy wystartować jeszcze wcześniej i liczymy, że noszenia będą lepsze i pozwolą pokonać dłuższą trasę.

Michał Lewczuk

zdjęcia z tego dnia