Pierwszy w sezonie przelot 1000 km
niedziela, 4 grudnia 2011
Pogoda nas, podobnie jak wszystkich pozostałych pilotów, totalnie zaskoczyła. Okazuje się, że nie ma recepty na prognozy tutaj. Żaden model numeryczny nie sprawdza się. Według prognozy pierwsze cumulusy miały się pojawić dopiero koło południa. Nie spiesząc się przyjechaliśmy na lotnisko tuż przed odprawą o godzinie 9. i stwierdziliśmy, że zamiast iść na odprawę powinniśmy zaciągnąć szybowce na pas bo cumulusy królowały już na niebie. Przed nami były już 2 szybowce czeskich pilotów Suchanka i Dupala.
W ostatniej chwili zadeklarowaliśmy bez większego zastanowienia trójkąt FAI 1016 km z punktami Gariep-Caledon Bridge-Niekershoop-Biesierspoot-Gariep. Czesi wystartowali pierwsi, Adam trzeci, kiedy przyszła moja kolej pas został kompletnie zablokowany przez jakiegoś niesfornego pilota zza Odry... Minęło jakieś 20 minut zanim zostało mu wytłumaczone, że musi opuścić pas, inaczej żaden szybowiec nie wystartuje...
Ostatecznie wystartowałem o godzinie 10:30 i po 20 minutach zameldowałem się na starcie na wysokości 1400 m. Po przeleceniu ok. 35 km natrafiłem świetne wznoszenie 2,7 m/s i wykręciłem do podstawy chmur, czyli 1800 m. Dość szybko zaliczyłem pierwszy punkt zwrotny Caledon Bridge położony 90 km na wschód od Gariep. Wznoszenia i podstawa rosły z każdym kilometrem. Po godzinie było już 2 200 m nad lotnisko. W okolicy kopalni diamentów w Jagersfontain złapałem silny komin 3,5 m/s średniego a następnie jeszcze więcej bo 3,9 m/s, co znakomicie przyspieszyło mój przelot do ok. 120 km/h pod wiatr.
Niestety po przeleceniu ok. 300 km zaplanowanej trasy chmury zanikły i nie było już tak łatwo. Jak wiadomo chmury pokazują nam gdzie znajdują się najsilniejsze wznoszenia. Tworzą się one zwykle w wyniku kondensacji pary zawartej we wznoszącym się powietrzu. Tym sposobem dość łatwo szybownikowi zlokalizować najlepsze prądy wznoszące. Jeśli jednak nie ma chmur to aby znaleźć wznoszenia musimy polegać na szczęściu, doświadczeniu, a także intuicji. Częściej niż zwykle kierujemy wzrok na ziemię wyszukując kontrastów terenu, nierówności a także farm, które w tym klimacie akurat są najpewniejszym wskaźnikiem dobrego wznoszenia.
Jednak nadzieja majaczyła przed nami w odległości ok. 150 km w postaci pięknie wypiętrzonych białych kongestusów. Cały czas byliśmy z Adamem w łączności radiowej. Nasze trasy przebiegały mniej więcej równolegle w odległości 30 - 50 km. Mogliśmy więc wymieniać się informacjami. Podjęliśmy decyzję, aby nieco zboczyć od naszej wyznaczonej trasy na północ, aby szybciej osiągnąć linię chmur majaczących gdzieś w oddali prawdopodobnie na wysokości miejscowości Douglas nad rzeką Orange. Po przeleceniu kolejnych 60 km spostrzegliśmy, że nasze chmury, do których lecimy wcale nie zaprowadzą nas do naszego punktu zwrotnego. Prowadzą one jakieś 200 km na północny-zachód gdzieś aż do granicy z Namibią. Była już godzina 14:15 a my mieliśmy zaliczone dopiero ok. 380 km, czyli nieco ponad 1/3 trasy i 100 km do drugiego PZ. Szybko obliczyliśmy, że szanse ukończenia naszego zadania na bezchmurnej termice są znikome i podjęliśmy decyzję o zmianie koncepcji na lot według regulaminu OLC. Jak się później okazało, porównując przeloty naszych czeskich kolegów, decyzja była słuszna. Bezchmurna termika na południe, w kierunku naszego trzeciego PZ była słaba.
Rzuciliśmy się więc na N-W obierając sobie za kolejny PZ ośrodek wypoczynkowy Tswalu i zaczęliśmy swój rajd pod wypiętrzonymi Cu con. Jazda była przednia, bo prawie każda chmura nosiła i to powyżej 3 m/s. Jedyne zmartwienie jakie mieliśmy to dość szybkie rozmywanie się chmur i opad. Z tego też powodu dość ryzykowne było polecenie zbyt daleko na N-W. Podjąłem decyzję o zawróceniu na 380 km od Gariep, kierując się jeszcze na południe, aby wykorzystać rozpadające się, ale jeszcze noszące chmury. Adam postanowił polecieć jeszcze kawałek i zawrócić 20 km dalej. To zadecydowało o nieukończeniu przelotu przez Adama. Zanikające chmury i słabnąca z godziny na godzinę termika pozbawiły go szansy na ukończenie 1 000 km przelotu. Był zmuszony do uruchomienia silnika 60 km od domu. A tak było blisko....
Ukończyłem przelot o godz. 18:48, po przeleceniu 1 056 km według OLC lub 1 016 km z 3PZ ze średnią prędkością ponad 130 km/h, plasując się na 4 miejscu w OLC Classic i na 1. miejscu w OLC Speed w tym dniu. Dzisiaj Gariep górą!
http://www.onlinecontest.org/olc-2.0/gliding/flightinfo.html?dsId=2169208
MS